Przeglądasz wszystkie posty oznaczone tagiem 'miłość'.
Wyświetlam 1 - 2 z 2 notek

Loove…

  • Napisane 31 stycznia 2012 o 16:00

Właściwie to o co chodzi z tą całą miłością? Wszyscy wokół opowiadają o swoich przeżyciach z tą „drugą połówką”, ale co oni mogą o tym wiedzieć? Czy w wieku siedemnastu lat można się tak naprawdę zakochać? Tak na zawsze, na wieki wieków amen? Szczerze wątpię.

Sądzę, że na 9/10 z tych par, które znam rozstaną się za kilka miesięcy, nie mówiąc już o zakończeniu edukacji, które nastanie za 2 lub (dla niektórych) 3 lata. Wtedy ich drogi się rozejdą, bo np. jedno pojedzie gdzieś daleko na studia, a drugie będzie musiało zostać z braku pieniędzy lub nadmiaru obowiązków w domu.

Zawsze byłam, jestem i będę realistką, szczególnie jeśli chodzi o puste związki, które kręcą się w mojej szkole. Z tego, co zaobserwowałam polegają one wyłącznie na obściskiwaniu się na środku korytarza – zero słów, rozmów, czy nawet patrzenia sobie w oczy. W mojej szkole są chyba tylko ze trzy pary, które mają duże szanse na jakąś przyszłość.

Słyszałam, że miłość w moim wieku jest najsilniejsza, najbardziej nieodpowiedzialna, najbardziej nieprzewidywalna i najbardziej uzależnia. Możliwe, nigdy jeszcze tego nie czułam, ale patrząc na te „pary” z mojej szkoły trochę w to wątpię. Ciągle się kłócą, a kiedy to robią zmieniają statusy na facebooku. „To skomplikowane” , potem „wolny/a” i tak na okrągło. WTF? To właśnie jest ta „big love” o której ciągle mówią?

Jedynie te trzy pary, o których wcześniej mówiłam zasługują na miano prawdziwej miłości. Nie muszą stać blisko siebie, żeby było wiadomo, że są od siebie uzależnieni. Mogą stać nawet na dwóch przeciwnych końcach korytarza, a i tak będzie widać, że łączy ich jakieś uczucie. Kiedy wyciągają wzrok tylko po to, aby zobaczyć czy ich połówka się nadal patrzy w tą stronę. To jest miłość. Tak myślę..

Guy with a guitar.

  • Napisane 25 stycznia 2012 o 16:09

To było tak dziwne, że do tej pory nie potrafię się z tego otrząsnąć. Niemal się tego wstydzę, bo jak taka na co dzień poważna i stonowana osoba jak ja może wierzyć w coś typu ‚przeznaczone sobie osoby’ albo ‚miłość od pierwszego wejrzenia’ ?

Może zacznę od początku..

Pewnego pięknego dnia (czyli dokładnie tydzień temu) wybrałam się na casting do programu muzycznego. Wybierano tam wokalistów. Było mnóstwo ludzi, ale kiedy przyszłam byłam jedną z pierwszych osób. Po jakichś pięciu godzinach czekania w końcu przyszła kolej na to, abym przeniosła się razem z piętnastoma innymi osobami do poczekalni. Wchodząc tam od razu dostrzegłam, że środek sali jest pusty, a ludzie siedzieli przy ścianach. Panowała tam przemiła atmosfera. Każdy śpiewał, uśmiechał się i czekał na swoją kolej przesłuchania.

Nagle pojawił się on.  Miał czarne włosy, był wysoki i nieziemsko przystojny. Na plecach miał gitarę w pokrowcu, a przez ramię przewieszoną kurtkę. Odkąd tylko go zobaczyłam od razu zrobił na mnie ogromne wrażenie.

Wszedł na poczekalnię , zdjął kurtkę, usiadł na środku i zaczął grać i śpiewać. Jego miny kiedy grał nie da się opisać. Taką miłość żywił do tego instrumentu, że prawie wyglądało to jakby się do niej przytulał.

Kiedy tylko zaczął śpiewać od razu się do niego dołączyłam, a on spojrzał na mnie i pięknie się uśmiechnął. Od tamtego momentu co chwila patrzył mi prosto w oczy. To było magiczne . Czasami nie wiedziałam co zrobić tak mnie lustrował.


  • RSS